Opłata sądowa od wniosku o podział majątku wspólnego wynosi 1000 zł, ale przy zgodnym projekcie podziału spada do 300 zł. Ta różnica pokazuje logikę całej procedury: im więcej ustalicie sami, tym mniej zapłacicie i tym krócej potrwa sprawa. Jako adwokat prowadzący sprawy rodzinne w Warszawie widzę, że najwięcej problemów sprawia jednak nie opłata, lecz mieszkanie obciążone kredytem.
Rozwód sam z siebie niczego nie dzieli. Kończy wspólność majątkową, ale majątek pozostaje wspólny do czasu zawarcia umowy albo wydania postanowienia przez sąd.
Najważniejsze informacje
Podziałowi podlega wyłącznie majątek wspólny, czyli to, co zostało nabyte przez oboje małżonków w czasie trwania wspólności ustawowej. Nie dzieli się majątku osobistego żadnego z małżonków, nawet jeśli powstał w trakcie małżeństwa.
Ta granica przesądza o wyniku sprawy częściej niż jakikolwiek spór o wycenę.
Wynagrodzenie za pracę, dochody z działalności gospodarczej, dochody z majątku osobistego (na przykład czynsz z mieszkania odziedziczonego przez żonę), środki na rachunkach, samochody, sprzęt, udziały w spółkach nabyte ze wspólnych środków. Mieszkanie kupione w trakcie małżeństwa za pieniądze z pensji jest wspólne niezależnie od tego, kto widnieje w księdze wieczystej.
Spadek i darowizna otrzymane w trakcie małżeństwa należą do majątku osobistego obdarowanego lub spadkobiercy, chyba że spadkodawca albo darczyńca postanowił inaczej. To błąd, który powtarza się w co drugiej rozmowie wstępnej. Osobiste są też przedmioty nabyte przed ślubem, rzeczy osobistego użytku, prawa niezbywalne i odszkodowania za uszkodzenie ciała.
Przykład z praktyki warszawskiej: mieszkanie na Bemowie kupione za 620 000 zł, z czego 200 000 zł pochodziło z darowizny od rodziców żony. Lokal jest wspólny, ale żona ma roszczenie o zwrot nakładu z majątku osobistego.
Dowód ma tu znaczenie rozstrzygające. Bez przelewu, umowy darowizny albo aktu poświadczenia dziedziczenia sąd przyjmie domniemanie, że środki pochodziły ze wspólnego majątku.
Sąd rozwodowy może podzielić majątek w wyroku, ale tylko wtedy, gdy nie spowoduje to nadmiernej zwłoki w postępowaniu. W praktyce oznacza to jedno: podział w rozwodzie wychodzi wyłącznie przy pełnej zgodzie stron co do składu i sposobu podziału.
Najszybsza droga. Jeżeli w skład majątku wchodzi nieruchomość, wymagana jest forma aktu notarialnego. Umowę można zawrzeć po uprawomocnieniu wyroku rozwodowego albo po wcześniejszym ustanowieniu rozdzielności majątkowej.
Realny termin w Warszawie to dwa do czterech tygodni od skompletowania dokumentów. Można podzielić majątek częściowo, choćby samo mieszkanie, i resztę zostawić na później.
Sprawa toczy się w trybie nieprocesowym przed sądem rejonowym właściwym według miejsca położenia majątku. Sąd ustala skład i wartość majątku na dzień orzekania, rozstrzyga o nakładach i wybiera sposób podziału. Przy sporze o wycenę nieruchomości dochodzi opinia biegłego, zwykle 3000-5000 zł, i kilka miesięcy oczekiwania.
W dużych warszawskich sądach sprawa sporna realnie trwa od roku do trzech lat.
Kuszące, bo bez dodatkowej opłaty. Tyle że sąd okręgowy odmówi, gdy strony spierają się o wartość albo o nakłady, a wniosek złożony w ostatniej chwili potrafi odroczyć rozprawę o kilka miesięcy. Jeśli macie zgodę, taniej i pewniej jest podpisać akt notarialny, nawet przy wyższej taksie. Jeśli zgody nie ma, odrębna sprawa i tak was nie ominie.
Wybór trybu warto omówić z adwokatem, zanim złożycie pozew rozwodowy; w kancelariablachucka.pl ten etap zwykle zaczyna się od porównania kosztu taksy notarialnej z realnym czasem trwania sprawy sądowej.
Kodeks przewiduje trzy sposoby: podział fizyczny, przyznanie składnika jednej osobie z obowiązkiem spłaty oraz sprzedaż i podział uzyskanej sumy. Sąd stosuje je w tej kolejności, o ile okoliczności na to pozwalają.
Podział fizyczny dotyczy rzeczy podzielnych. Dwa samochody, działka, którą da się rozdzielić geodezyjnie, zbiór ruchomości. Mieszkania w bloku praktycznie nigdy nie da się podzielić fizycznie, choć przy dużym lokalu z dwoma wejściami bywa to możliwe.
Przyznanie z dopłatą to rozwiązanie dominujące. Jedno z małżonków otrzymuje mieszkanie, drugie spłatę odpowiadającą połowie wartości. Sąd rozkłada dopłatę na raty, zwykle na rok lub dwa, i wyznacza termin płatności.
Kluczowe pytanie brzmi zawsze tak samo: czy ta osoba udźwignie spłatę.
Mieszkanie na Mokotowie warte 1 100 000 zł, bez kredytu, oznacza dopłatę 550 000 zł. Jeżeli małżonek nie ma zdolności kredytowej, sąd może zamiast tego zarządzić sprzedaż licytacyjną, co z reguły daje cenę niższą od rynkowej o kilkanaście procent.
Sprzedaż licytacyjna to rozwiązanie ostateczne. Przegrywają na niej obie strony, dlatego przed rozprawą warto sprawdzić w banku wstępną zdolność kredytową, a nie deklarować spłaty, której nie da się sfinansować.
Sąd dzieli majątek, nie długi. Podział majątku nie zwalnia żadnego z małżonków z odpowiedzialności wobec banku — kredytobiorcami pozostajecie oboje, solidarnie, aż do spłaty albo do zwolnienia z długu przez bank.
To najczęściej niedoceniane ryzyko całej sprawy.
W orzecznictwie przeważa stanowisko, że przy ustalaniu wartości nieruchomości sąd nie odlicza niespłaconego kredytu, bo dług obciąża oboje. Wpływa to jednak na wysokość dopłaty poprzez rozliczenie rat spłaconych po ustaniu wspólności przez jedną stronę.
Mieszkanie warte 900 000 zł z kredytem 400 000 zł: małżonek przejmujący lokal zapłaci zwykle 450 000 zł dopłaty, a nie 250 000 zł. Dlatego negocjacje w takich sprawach są ostre.
Przejęcie kredytu przez jedną osobę, czyli zwolnienie drugiej z długu za zgodą banku. Bank bada zdolność kredytową samodzielnie i odmawia, gdy dochód nie wystarcza. Alternatywy to refinansowanie kredytu nowym zobowiązaniem albo sprzedaż mieszkania i spłata hipoteki z ceny.
Praktyczna kolejność: najpierw uzyskaj z banku promesę przejęcia kredytu, potem podpisuj umowę o podział. Odwrotna kolejność kończy się tym, że przez lata figurujesz w BIK z cudzym zobowiązaniem i nie dostaniesz własnego kredytu.
Raty spłacone z majątku osobistego po ustaniu wspólności podlegają rozliczeniu — do połowy kwoty, na podstawie art. 45 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego stosowanego odpowiednio. Zachowaj potwierdzenia przelewów, bo zaświadczenie z banku pokaże tylko saldo.
Zasadą są równe udziały, niezależnie od tego, kto ile zarabiał.
Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym. — art. 43 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego
Ustalenia nierównych udziałów można żądać tylko z ważnych powodów i przy uwzględnieniu stopnia przyczynienia się do powstania majątku. Wina za rozpad małżeństwa nie ma tu znaczenia — zdrada nie obniża udziału.
Sądy podchodzą do tego rygorystycznie. Uwzględniają wniosek raczej przy trwałym uchylaniu się od pracy, przepijaniu wspólnych środków czy hazardzie, niż przy zwykłej różnicy zarobków. Praca w domu i wychowanie dzieci liczą się jako przyczynienie na równi z pensją.
Nakłady rozlicza się w tej samej sprawie. Chodzi o wydatki z majątku osobistego na wspólny (na przykład 200 000 zł z darowizny na zakup mieszkania) oraz odwrotnie — ze wspólnego na osobisty, jak remont domu należącego do jednego z małżonków.
Rozliczenie z majątku wspólnego na osobisty sąd bierze pod uwagę z urzędu. Nakład z majątku osobistego na wspólny wymaga wyraźnego wniosku i dowodu, więc zgłoś go najpóźniej w odpowiedzi na wniosek o podział.
Kolejność działań w typowej sprawie warszawskiej wygląda tak:
Koszty sądowe to 1000 zł od wniosku albo 300 zł, jeżeli wniosek zawiera zgodny projekt podziału. Do tego opinia biegłego, zaliczki na wycenę i wynagrodzenie pełnomocnika, które w sprawach o podział ustala się indywidualnie, bo zależy od wartości majątku i liczby spornych składników.
Taksa notarialna liczy się od wartości majątku i jest wyższa przy dużych aktywach: dla majątku o wartości od 1 do 2 mln zł maksymalna stawka to 6770 zł powiększone o 0,4% nadwyżki ponad milion, plus VAT i opłaty za wypisy. Przy mieszkaniu wartym 1,2 mln zł daje to około 7570 zł netto taksy.
Drogo? Porównaj to z dwoma latami sprawy sądowej i kosztem biegłego.
Roszczenie o podział majątku wspólnego nie przedawnia się. Można je zgłosić dziesięć czy dwadzieścia lat po rozwodzie. Zwlekanie ma jednak swoją cenę: rośnie problem z dowodami, znikają wyciągi bankowe, a nakłady trudno wykazać po latach.
Najdroższy błąd to założenie, że rozwód dzieli majątek automatycznie. Dziesięć lat po wyroku nadal jesteście współwłaścicielami mieszkania, a sprzedaż wymaga zgody byłego małżonka.
Drugi: mylenie nierównych udziałów z winą. Sąd nie karze za rozpad małżeństwa przy podziale majątku, bada wyłącznie przyczynienie się do jego powstania.
Trzeci dotyczy kredytu. Postanowienie sądu nie zmienia umowy z bankiem, więc bez zgody banku odpowiadasz za raty także po oddaniu mieszkania byłemu małżonkowi.
Czwarty to brak dokumentów na darowiznę. Jeżeli rodzice przelali 150 000 zł na zakup mieszkania, ale przelew szedł „tytułem: pomoc”, a umowy darowizny nie ma, wykazanie nakładu staje się bardzo trudne.
Dorzucę piąty, mniej oczywisty: ukrywanie środków. Wypłaty gotówkowe z konta w miesiącach poprzedzających rozwód sąd potrafi zaliczyć do majątku wspólnego i doliczyć do rozliczenia, jeśli druga strona przedstawi historię rachunku.
Jeśli dogadujecie się co do mieszkania i pieniędzy, idźcie do notariusza — nawet 7-8 tysięcy taksy jest tańsze niż dwa lata sporu. Jeśli zgody nie ma albo druga strona ukrywa majątek, składajcie wniosek do sądu i przygotujcie dowody na nakłady. Przed jednym i drugim krokiem zapytajcie w banku o przejęcie kredytu. Ta odpowiedź często przesądza o całej strategii.
Tak, po ustanowieniu rozdzielności majątkowej. Podpisujecie intercyzę u notariusza albo, gdy jedna strona się nie zgadza, sąd ustanawia rozdzielność wyrokiem, czasem z datą wsteczną. Dopiero potem możliwy jest podział majątku wspólnego.
Złóż wniosek o podział majątku do sądu rejonowego. Sąd może przyznać lokal jednej stronie ze spłatą albo zarządzić sprzedaż licytacyjną nawet wbrew woli drugiego współwłaściciela. Blokowanie sprzedaży nie chroni przed rozstrzygnięciem sądu.
Przedsiębiorstwo lub udziały nabyte ze wspólnych środków wchodzą do majątku wspólnego, choć drugi małżonek zwykle otrzymuje spłatę, a nie udziały. Wycena wymaga biegłego z zakresu finansów, co wydłuża sprawę o kilka miesięcy.
Przy zgodnym wniosku często jedno posiedzenie i dwa do czterech miesięcy. Sprawa sporna z wyceną nieruchomości i rozliczeniem nakładów realnie trwa od roku do trzech lat, dłużej przy kilku nieruchomościach lub firmie.
"Adwokat nie jest od tego, żeby klienta osądzać. Naszym zadaniem jest mu pomagać"
Strona www stworzona w kreatorze WebWave
e-mail:
barbarablachucka.adwokatura@wp.pl
ul. Smulikowskiego 11/5
00-348 Warszawa